W taki piękny dzień jak dziś dosłownie grzech siedzieć w domu, wybrałam się więc pozwiedzać buddyjską świątynię w Youngju. O buddyzmie w zasadzie nie wiem nic, a brak jakichkolwiek tabliczek czy objaśnień po angielsku nie ułatwiał sprawy – w zasadzie wszystko, co zobaczyłam okazało się być zupełnie nieznane i niezrozumiałe. O dziwo, pomimo wymaganych biletów wstępu świątynia nadal funkcjonuje jako miejsce kultu. Przez to nie miałam szansy przyjrzeć się wnętrzom zbyt dokładnie, bo wymagałoby to uskuteczniania slalomu pomiędzy wiernymi na podłodze.

Mimo wszystko, udało mi się trochę pozwiedzać, posłuchać hipnotyzujących śpiewów i cyknąć parę fotek świątyni w pięknej jesiennej oprawie. Jak już się kiedyś dorobię aparatu z prawdziwego zdarzenia, to wrócę tam pewnie jeszcze raz, bo miejsce jest naprawdę malownicze.

Leave a Reply